W owczarniach wkrótce zaczną się wykoty, a hodowcy szykują się do wysyłki zwierząt do ubojni w kraju i za granicą, dlatego w zagrodach trwa strzyżenie owiec. Prawdziwych strzygaczy niewielu już zostało, ale ponieważ owiec też nie ma zbyt wiele, większość zwierząt w województwie strzyże jeden człowiek. Wełnę trudno jest sprzedać, chyba, że merynosową. Chętnych na jej zakup nie brakuje. Zgłaszają się nawet Japończycy. Oprócz wełny rośnie też zainteresowanie baraniną. Problem jednak w tym, że owiec nie ma gdzie ubić. Dlatego hodowcy wysyłają ostrzyżone owce do ubojni poza województwem lub za granicę, a baranina na tamtejsze stoły.